Laserowy paintball – kto powiedział, że tylko w grach komputerowych postrzelasz z karabinów laserowych?

laser

Od zawsze deklarowałam pełną gotowość do zagrania w paintball, o ile nie trzeba będzie strzelać kulkami z farbą. Co tu dużo mówić, po prostu po cichu liczyłam na to, że nigdy nie będę musiała próbować. Nie przemawiała do mnie ani wizja zakładania niewygodnego kombinezonu, ani siniaków po postrzałach (że byłabym mięsem armatnim, nie miałam żadnych wątpliwości).

Gdy na jednym z serwisów zakupów grupowych zobaczyłam ofertę laserowego paintballa, doszłam do wniosku, że świat oszalał. Produkty czekoladopodobne znane są od dawna, ale jeszcze nikt nie wpadł na podkreślanie w reklamach braku czekolady w czekoladzie… Bo co zostaje z rozgrywki, gdy usunie się najbardziej charakterystyczną część (amunicje) i zastąpi się ją podróbką (światłem lasera)?

I wtedy mnie olśniło: zabawa bez bólu, idealna na pierwszy raz. Już nie pain(t)ball, ale – powiedzmy – wersja próbna, by sprawdzić, czy sama koncepcja przypadła nam do gustu.
Z przekonaniem, że wybieram się namiastkę „prawdziwego” paintballu, kupiłam dwa kupony.

I to był błąd.

Jako że w laserowy paintball graliśmy drużynowo, lepszą opcja byłoby pójście z przyjaciółmi – bycie w zespole z przypadkowymi ludźmi nie dało nam aż takiej przyjemności, jaką moglibyśmy mieć grając ze znajomymi. Nie rozpoznając twarzy i nie widząc na czas oznaczeń mówiących, że jesteśmy z tej samej grupy, często padaliśmy ofiarą friendly fire.

Sama zabawa jednak była nie najgorsza nawet bez grupy znajomych – duża hala tonąca w oparach dymu, wycie syreny alarmowej z głośników i migające dookoła lasery sprzyjały wzrost adrenaliny. Dobrze rozstawione zapory oraz kręte korytarze pozwalały chronić się przed ostrzałem i atakować z zaskoczenia.

Co do ataku z zaskoczenia – ten bywał niekiedy nawet zbyt sekretny. Nie czując bólu, nie zawsze można było stwierdzić, czy zostało się postrzelonym czy też nie. Teoretycznie noszony sprzęt powinien odnotowywać cichym brzęczeniem każde trafienie, ale akurat w moim przypadku nie działał on w pełni tak, jak powinien. Tym sposobem byłam praktycznie nieśmiertelna, bo (jak się później okazało) jakimś cudem wyłączyłam wskaźnik trafień;).

Podobno niektóre firmy umożliwiają wcielanie się w różne postaci podczas gry – u nas, niestety, wszyscy walczyli o przeżycie jako szeregowi żołnierze.

Obecnie można kupić bon na paintball dla 10 osób

Obecnie można kupić bon na paintball dla 10 osób

Cała rozgrywka trwała niecałą godzinę, przy czym została podzielona na dwie niezależne części. Był to czas optymalny – pod sam koniec nie chciało mi się już biegać i nikogo atakować. Z początku bawiłam się jednak naprawdę dobrze, mimo towarzyszącego przeświadczenia, że słowo „paintball” nie do końca oddaje samą grę. Wydaje mi się, że w tradycyjnym paintballu emocje są większe, bo wizja fizycznego postrzału czyni całą sytuację bardzie realną. Szczerze mówiąc, naszła mnie nawet ochota, by zmierzyć się z tą nieszczęsną kulką z farbą i następnym razem zagrać w „stary, dobry pain(t)ball”.

Podsumowując, laserowy paintball był fajną opcją, ale (w moim przypadku przynajmniej) na jeden raz. Doskonale sprawdził się jako zachęta do spróbowania bardziej hardcorowej, tradycyjnej wersji. Z tego powodu polecałabym go osobom negatywnie nastawionym do paintballu; można je także zaprosić w ramach niespodzianki, bo nie wymaga z ich strony żadnych większych przygotowań (tip dla panów: upewnijcie się, że wasza partnerka nie planuje założyć butów na obcasie!). Słowem: każdy może sobie trochę postrzelać.

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

dla grupy paintball Slider sport

Wasze komentarze

Niezależnie, czy komentujesz jako Gość, czy też korzystając z jednego z dostępnych trybów logowania - Twój adres e-mail nie zostanie upubliczniony bez Twojej zgody.