Niewidzialna Wystawa – zwiedzając ciemność

niewidzialna wystawa

Jako dziecko lubiłam bawić się w ciuciubabkę, choć nigdy nie udawało mi się nikogo złapać. Częściej wpadałam na ściany, krzesła, stoły i wszystko, co tylko stało na drodze, ale kto by się tym przejmował? Chwilowa utrata wzroku była atrakcyjna – znajome otoczenie stawało się nieznanym lądem, którego odkrywanie sprawiało frajdę. Na Niewidzialnej Wystawie nie było mi do śmiechu.

Nie do końca wiem, czego się po niej spodziewałam – unowocześnionej zabawy z dzieciństwa? Szybkiej i przyjemnej wycieczki w świat mroku, okazji do sprawdzenia jak to jest być niewidomym? Artykuł, który zachęcił mnie do kupienia biletów (wejście w weekend dla dwóch osób, z których jedna nie ma już zniżek, to koszt 47 zł), przedstawiał Niewidzialną Wystawę jako atrakcję turystyczną, przyciągającą tłumy w Budapeszcie i Pradze. Teraz miała dostarczać rozrywki również Polakom. I dostarczyła, z tym że o wiele silniejszych emocji, niż można było się spodziewać.

dsc_0917

Sala z przedmiotami codziennego użytku.

Nie pamiętam, czy w całym swoim życiu przeżyłam jakieś wyjście na miasto równie intensywnie – żadna sztuka, film czy koncert nie siedziały mi w głowie tak długo, jak Niewidzialna Wystawa. Pierwsze dwadzieścia minut spędziliśmy w sali, w której przy zapalonym świetle pokazywano przedmioty używane przez niewidomych. Przewodnik mówił ciekawie i rzucał żarciki, co trochę rozluźniło grupę (wystawę zwiedza się w kilka osób). Kolejne sześćdziesiąt minut to zupełnie inna bajka – już nie hollywoodzka, a przypominająca historie braci Grimm, gdzie ekscytacja miesza się z prawdziwym lękiem.

A przecież nie zostaliśmy wrzuceni do ciemnych pomieszczeń bez ostrzeżenia. Oprowadzający opowiedział o zasadach bezpieczeństwa, a że sam poruszał się w mroku bezproblemowo, mogliśmy się czuć spokojni. Ale czy można przygotować się do tego, że w pewnym momencie traci się wzrok? Już nie jak podczas zabawy w ciuciubabkę, gdy przez apaszkę delikatnie prześwituje światło – ale całkowicie? Mój błędnik oszalał. Niby miałam trzymać poprzedzającą mnie osobę za ramię, tak, by się nie zgubić i nie zostać gdzieś w tyle. Ok, tylko co z tego? Przechodziliśmy przez pomieszczenia pełne znajomych dźwięków i zapachów, ale nic z tego, co spotykaliśmy, nie było przyjazne. Trafiliśmy w obcy świat, w którym nie widać drogowskazów, mówiących gdzie iść, jak iść i informujących, w jakim miejscu się jest. Naprawdę zaczęłam podziwiać osoby niewidome i to, jak sobie radzą na co dzień.

dsc_0919

Nie będę opisywać trasy, jaką przebyliśmy. Po pierwsze każdy powinien przekonać się na własnej skórze jak wygląda taka „wycieczka w świat niewidomych”. Po drugie, nawet nie umiałabym takiej drogi odtworzyć. Zapewne po jakimś czasie inne zmysły wyostrzają się i ułatwiają życie bez wzroku, lecz ja czułam się zupełnie bezradna.

Mimo że na Niewidzialnej Wystawie nie było mi do śmiechu, to uważam ją za jedną z najważniejszych „atrakcji”, jakie miałam okazję zwiedzić. Wiele mówi się o trudach życia osób niewidomych, ale dopóki nie przeżyje się tego osobiście, można tylko kiwać głową i twierdzić, że się rozumie. Czy wystawa przypadnie do gustu każdemu? Tak sądzę – choć możliwe, że oceniam ją tak wysoko, bo otwarła mi oczy. Przez długi czas nie zajmowałam się kłopotami ze wzrokiem, uznając, że jeszcze będzie czas. Żaden lekarz nie przekonałby mnie tak skutecznie, jak błędne było to myślenie.

dla grupy dla pary Dziś polecamy miejsca Slider warszawa wystawa

Wasze komentarze

Niezależnie, czy komentujesz jako Gość, czy też korzystając z jednego z dostępnych trybów logowania - Twój adres e-mail nie zostanie upubliczniony bez Twojej zgody.
  • Kamila

    Moja niewidoma przyjaciółka uświadomiła mi, jak poważnym wyzwaniem dla osoby niewidzącej jest śnieg. Ona, która porusza się zazwyczaj sama po calym Krakowie, nagle zimą traci orientację, bo nie potrafi rozpoznać laską znajomych punktów (krawężników, studzienek, zmian struktury podłoża). Wyjście do kiosku staje sie wyprawą.

    Ma jednak delikatniejszy węch, czulszy słuch, jest wrażliwsza na dotyk. I śnią jej się słuchowe sny:)

    O tym, jak w ciemności wyostrzają się zmysły można się przekonać samemu, zdając się na fantazję kucharza w Dark Restaurant w Poznaniu. Do stolika zaprowadza nas wyposażona w noktowizjer kelnerka, a potem napięcie już tylko rośnie -;)

  • Pingback: Kwiecień w kinach i telewizji – przeglądu nowości ciąg dalszy | Pomyslowo.net