Maraton filmowy – poradnik (pozytywnego) przetrwania

maraton_filmowy

Piątek. Wypompowanie po całym tygodniu właśnie osiągnęło punkt krytyczny.. Rozrywka na wieczór? Nic przesadnie wymagającego – wybieramy film, włączmy telewizor i niech leci. Dwadzieścia minut później przychodzi sen. Znacie to? Zdarza się. A może by tak pójść o krok (czy nawet kilka kroków) dalej? Maraton filmowy. W domu – wolne żarty. W kinie? To już zupełnie inna historia.

Wchodzimy do kina – na zewnątrz ciemno; wychodzimy – jasno. W wizji spędzenia całej nocy w kinie jest coś niezwykłego, niemal mistycznego. Gwarantuję, że kiedy poderwiecie się (choć to w tym kontekście chyba zbyt dynamiczne określenie) z fotela w trakcie wyświetlania ostatniej z zaplanowanych na tę okazję „listy płac”, poczujecie się niczym zombiaki ze Świtu żywych trupów w centrum handlowym. Co więcej – wokół zobaczycie ludzi wyglądających i zachowujących się dokładnie tak jak Wy: powolnym krokiem, bardziej instynktownie niż w pełni świadomie, zmierzających w bliżej nieokreślonym kierunku.

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

Po co to wszystko w takim razie? Z miłości do kinematografii, rzecz jasna. Są takie produkcje, które warto – niezależnie od tego, czy miało się ku temu okazję wcześniej, czy też nie – zobaczyć na srebrnym ekranie. Jasne, w domowym zaciszu, otoczony kilkoma głośnikami również mogę chłonąć takiego – nie przymierzając – Avatara, ale nie wiem, co musiałoby się stać, abym obejrzał trzy filmy z rzędu, bez dłuższych przerw. Czynników rozpraszających jest po prostu zbyt wiele, na czele ze wspomnianą ucieczką w objęcia Morszeufa.

No dobrze, ale na co iść?

Wybór repertuaru stanowi kluczową kwestię. Z miejsca odrzucam wszystkie propozycje w stylu „przeboje oscarowej nocy” czy „animacje Pixara. Poszczególnych części składowych takiego menu nie łączy praktycznie nic, zatem niewiele przemawia za tym, by oglądać je hurtowo. Zatem serie. Tylko powiedzmy sobie otwarcie – przetrwanie pierwszego maratonu filmowego musi stanowić wyzwanie. Taki Powrót do przyszłości to w pakiecie niespełna sześć godzin, a więc ich zaliczenie nie jest olbrzymim wyczynem. Z tego względu, choć przygody Marty’ego McFly’a i doktora Browna uwielbiam, ta opcja odpada. Gwiezdne wojny (wszystkie epizody. Sama „stara trylogia” zalicza się do tej samej kategorii co Powrót do przyszłości) czy Harry Potter plasują się z kolei na drugim końcu skali – tego fizycznie nie da się wytrzymać. Co zatem proponuję? Władcę pierścieni! Najlepiej w edycjach rozszerzonych.

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

To właściwie jeden film podzielony na trzy części (zresztą książka została rozczłonkowana pod naciskiem wydawcy, Tolkien pierwotnie planował ją jako jeden tom). Do tego piekielnie efektowny (nadal doskonale pamiętam premierę Drużyny pierścienia – wówczas robiła piorunujące wrażenie i po ponad dekadzie niewiele się w tym aspekcie zmieniło) i dynamicznie nakręcony. Znajomość materiału nie stanowi bynajmniej problemu. Może nawet okazać się pomocna. W trakcie Dwóch wież co jakiś czas delikatnie odpływałem, ale systematycznie padające z okolic sąsiedniego fotela pytania nakierowane na pobudzenie moich procesów myślowych przynosiły zamierzony efekt. Nic przy tym straciłem, bo fabułę mogłem śledzić na bieżąco nawet po krótkim zaćmieniu (nie, sagi Zmierzch w kontekście maratonu nawet nie rozważajcie).

Lepiej zapobiegać niż leczyć

maraton_filmowy1Powiedzmy to sobie otwarcie – jeżeli zdecydujecie się na udział w maratonie, czeka Was (pozostając już przy Władcy) dwanaście godzin, czyli półtora etatu, siedzenia na tyłkach, niemal w bezruchu. Fotele w kinach zasadniczo do najwygodniejszych nie należą (choć i z tym bywa różnie), warto więc zaopatrzyć się w jakąś poduszkę. Ja na przykład mniej więcej w połowie seansu zacząłem odczuwać ból karku. Na szczęście problem dość szybko zniknął, aczkolwiek lepiej mieć ze sobą na wszelki wypadek coś, o co można by oprzeć głowę. Drugi obowiązkowy element wyposażenia to płyny (tak, tak, nie wolno przecież wnosić produktów kupionych poza kinem – to przecież oczywiste). Na pewno woda (w dużej ilości) oraz coś co Was pobudzi. Zależnie od upodobań: kawa, napoje energetyzujące i inne specyfiki (do niczego nie namawiam, sami ruszcie głową!). Tego typu wydarzeniom organizowanym w multipleksach z reguły towarzyszą czynne stoiska z colą, popcornem i podobnymi „przekąskami” – ot, tak informacyjnie. Co kto lubi. O czym jeszcze warto pomyśleć? Już na sali kinowej zacząłem żałować, że nie zabrałem ze sobą kapci, ale buty pozwoliłem sobie zrzucić. Dlatego też – tak na wszelki wypadek – zalecamy zabranie czystej (no, maksymalnie wczorajszej) pary skarpet.

Pozostaje do rozstrzygnięcia jedna, kluczowa kwestia: gdzie szukać informacji o filmowych nocach? W pierwszej kolejności na stronach internetowych Waszych ulubionych kin (niebawem przedstawimy Wam zestawienie sieci oraz kin studyjnych, na które naszym zdaniem z różnych względów warto zwrócić uwagę) oraz na łamach ENEMEF-u, czyli serwisu współorganizującego takie wydarzenia na terenie całego kraju wraz z Multikinami. To właśnie dzięki nim już 22 marca na ekrany trafią cztery absolutnie kultowe polskie komedie: Rejs, Seksmisja, Miś i Hydrozagadka. Nie wiem jak Wy, ale ja nie miałem dotychczas okazji żadnej z nich oglądać w kinie. I tylko odrobinę szkoda, że film Andrzeja Kondratiuka wyświetlany będzie w wersji DVD.

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

Czy zatem warto spędzić noc w kinie? Na pewno warto spróbować. Ryzykujecie niewiele – bilety nie kosztują więcej niż 30 zł (tyle zapłaciliśmy za Władcę pierścieni w Ciemna City, a w przypadku maratonów organizowanych przez ENEMEF ceny te są jeszcze niższe i dodatkowo pojawia się sporo promocji), a wyspać zdążycie się w weekend. Jeżeli nawet odpłyniecie w trakcie pierwszego filmu, to i tak źle na tym interesie nie wyjdziecie. W końcu nocleg w centrum miasta, w klimatyzowanej (koedukacyjnej!) sali za niespełna trzy dyszki uznać należy za całkiem sensowną ofertę.

dla grupy dla pary Dziś polecamy film kino Slider

Wasze komentarze

Niezależnie, czy komentujesz jako Gość, czy też korzystając z jednego z dostępnych trybów logowania - Twój adres e-mail nie zostanie upubliczniony bez Twojej zgody.
  • johhnyb

    wszystko super tylko to jest „Powrót do PRZYSZŁOŚCI” a nie „Powrót do przeszłości” ;)

    • http://pomyslowo.net/ Pomyslowo.net

      Masz oczywiście rację, dziękujemy. Poprawione :)