Muzeum Chopina, czyli Fryderyk w grze komputerowej i masce pośmiertnej

8367203

Uwielbiasz czytać długie, pełne szczegółów opisy? Nie cierpisz, gdy obrazków jest więcej niż tekstu, a chłonąć wiedzę potrafisz tylko w absolutnej ciszy? Jeśli tak, to absolutnie nie idź do Muzeum Chopina w Warszawie. Przytłoczy Cię ilość interaktywnych elementów,   wykorzystanie gier komputerowych i dochodzące ze wszystkich stron dźwięki imitujące odgłosy ulicy, rozmowy w dwóch językach czy też dziecięcy śmiech…

Sądząc jednak po liczbie zwiedzających, wielu uważa podobnie jak ja – że obecnie muzeum przestało pełnić funkcję swoistej świątyni dostępnej tylko dla wybranych, a stało się platformą łączącą w sobie różne media i służącą w tym samym stopniu nauce, co rozrywce. Powinno przy tym oferować możliwość takiego zwiedzania, które odpowiadałoby osobistym preferencjom.

fot. Marcin Czechowicz

fot. Marcin Czechowicz

Muzeum Chopina może być tego doskonałym przykładem. Elektroniczny bilet, który otrzymujemy na samym początku, całkiem nieźle zastępuje przewodnika. Zakodowano na nim różne treści, które aktywowane są poprzez przyłożenie do odpowiednich tablic. Z tym, że sami możemy wybrać, co nas interesuje (życie osobiste kompozytora, jego twórczość?) i określić, jaki poziom szczegółowości wystarczy nam do szczęścia. Czy chcemy dowiedzieć się więcej, czy raczej wystarczy nam krótka notatka i sporo ilustracji? Wybór (przynajmniej od strony technicznej) nie jest trudny: wystarczy tylko jedno kliknięcie, by zatwierdzić daną opcję.

Elektroniczny bilet umożliwia także uruchomienie… gier komputerowych. Choć sala dla dzieci teoretycznie nie powinna mnie już interesować, nie mogłam się oprzeć, by nie ułożyć puzzli na ekranie dotykowym czy nie zatrzymać kilku nut uciekających z pięciolinii. Kolorowa sala z miękkimi pufami kontrastowała z kolejną: ciemnym pomieszczeniem, którego głównym elementem była ustawiona w centrum trumna i maska pośmiertna. Na ścianie, obok wyświetlanych cytatów z listów, znajdował się pukiel włosów Chopina… Deklaracje twórców, że każde z pomieszczeń ma swój własny charakter, należy uznać za spełnione. Nowoczesny sprzęt elektroniczny został wyjątkowo dobrze wkomponowany się w pokoje stylizowane na XIX-wieczne salony.

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

Przenieść się w tamte czasy pomagają wszechobecne dźwięki, jakie towarzyszyły kompozytorowi w codziennym życiu: fragmenty rozmów po polsku i po francusku, stukot powozów na ulicy… i muzyka, oczywiście. Utworów pianisty odsłuchiwać można prawie wszędzie, niekiedy towarzyszą im wizualizacje. Dostępne słuchawki dość dobrze wyciszają hałasowanie innych zwiedzających.

Nie obyło się jednak bez rozczarowania. Tak zwana sala fiołkowa, ogłaszana jako miejsce „przesiąknięte zapachem ukochanych kwiatów Fryderyka”, okazała się, brutalnie mówiąc, ściemą. Nie neguję dobrej woli organizatorów, ale ustawienie za kanapą kilku kadzidełek naprawdę nie sprawi, że w sporej wielkości sali nagle zacznie pachnieć niczym w kwiaciarni. Być może to drobnostka, ale spodziewałam się czegoś więcej po jednym z najnowocześniejszych muzeów w Europie, a na pewno w Polsce.

Czy warto zatem je odwiedzić? Tak, zwłaszcza gdy uda się do niego spacerem, zahaczając po drodze o tzw. „Ławeczki Chopina” (ławki umożliwiające odtworzenie jednego z jego utworów). Chociaż muzeum prawdziwy zachwyt wywoła zapewne tylko u miłośników muzyki, to jest również dobrym wyborem na rodzinne wyjście w leniwe popołudnie.

dla grupy dla pary Dziś polecamy miejsca muzeum muzyka Slider warszawa

Wasze komentarze

Niezależnie, czy komentujesz jako Gość, czy też korzystając z jednego z dostępnych trybów logowania - Twój adres e-mail nie zostanie upubliczniony bez Twojej zgody.
  • http://lukaszeq.pl/ Lukasz Urynowicz

    Wygląda zachęcająco, choć włączyła mi się lampka ostrzegawcza na myśl o tzw. „nowoczesnym muzeum”. Mam lekki niesmak po Muzeum Powstania Warszawskiego, które przytłacza ogromem informacji i chaosem, i podane jest w dyskusyjnej formie (szufladki?).

    • http://pomyslowo.net/ Pomyslowo.net

      to właściwie są zupełnie różne miejsca. Muzeum Chopina nie przytłacza zawartością tak jak MPW, choć przyznać muszę, że w tym drugim na przykład telefony z relacjami świadków, sala z listami i zbieranie „kartek z kalendarza” bardzo mi podpasowały :) // Dominik Trzmielewski