Piłka, wóda i koks – biografie o niewykorzystanym potencjale

biografie_pilkarzy

W jaki sposób najłatwiej zepsuć Polakowi weekend? Wyznaczyć na piątkowym wieczór termin meczu reprezentacji. Przykre, gorzkie, ale niewątpliwie prawdziwe. Z mundialem praktycznie się pożegnaliśmy (choć chciałbym odszczekać te słowa za kilka miesięcy), aczkolwiek znów odżyła moja wiara w możliwość otrzymania powołania do kadry. Znacznie gorzej już przecież nie będzie. Po raz kolejny wierzyłem i raz jeszcze szansa została zaprzepaszczona.

Podobnie ma się sprawa z karierami trzech piłkarzy: Wojciecha Kowalczyka, Andrzeja Iwana i Paula Mersona. Łączy ich wiele. Wszyscy byli niepokorni, „mieli papiery” na grę na najwyższym światowym poziomie, ale też potencjał żadnego z nich nie został w pełni wykorzystany. Nie stronili od używek, lubili (i zakładam, że nadal lubią) się dobrze zabawić, a po latach świetnie odnaleźli się w rolach telewizyjnych ekspertów. „Ich” książki dzielą zaś jeszcze jedną cechę: szczerość.

Wojciech Kowalczyk - Kowal. Prawdziwa historiaJako że Kowal jest jedynym z wymienionej trójki, którego pamiętam z piłkarskich boisk i jego biografia trafiła na rynek jako pierwsza – zacznę właśnie od niej. Pozycja ta stała się swego rodzaju fenomenem na polskim rynku. Dość powiedzieć, że nakład został wyprzedany niemal na pniu, a kiedy kilka lat temu szukałem jej na pewnym znanym serwisie aukcyjnym, cena za używany egzemplarz kilkakrotnie przewyższała kwotę wskazaną na okładce.

Opublikowana pierwotnie w 2003 roku (wcześniej udostępniana w „odcinkach” na łamach Przeglądu Sportowego) Historia prawdziwa wzbudziła wiele kontrowersji. Być może powodem było przedstawienie sprawy jasno, bez owijania w bawełnę? Tę zresztą kwestię porusza, spisujący wspomnienia aktualnego eksperta Polsatu, Krzysztof Stanowski w przedmowie do drugiego wydania. To nie jest opowieść o grzecznym, podporządkowanym reżimowi treningowemu sportowcu, ale o chłopaku z warszawskiego Bródna, grającym w barwach stołecznej Legii, szturmem i błyskiem w oku podbijającym europejskie salony. Wojciech Kowalczyk nie uznaje kompromisów, opisując ludzi i wydarzenia w sposób, w jaki je postrzega. Kwestionuje skuteczność metod szkoleniowych Antoniego Piechniczka, natomiast Marka Citko przedstawia jako człowieka z innej piłkarsko planety. Dostaje się nawet legendzie Kazimierza Górskiego, ówczesnego prezesa PZPN-u. W gruncie rzeczy to radosna, nawet odrobinę beztroska przejażdżką po naszym przaśnym, pełnym kolorytu futbolu lat dziewięćdziesiątych.

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

Andrzej Iwan - SpalonyZupełnie inną gatunkowo pozycją jest Spalony. Sam tytuł nie został wybrany przypadkowo. Ciężki, momentami wręcz przytłaczają charakter tej swoistej spowiedzi Andrzeja Iwana uderza prosto w szczękę niczym główny bohater w krakowskiej restauracji Stylowa. Wokół tego ważnego (żeby nie powiedzieć „przełomowego”) etapu jego kariery na przestrzeni lat narosło sporo kontrowersji. Ajwen szczerze (bo nie mam podstaw, by sądzić, że jest inaczej) rozprawia się i z nimi.

Kontuzje oraz zamiłowanie do alkoholu i ruletki w połączeniu z ułańską fantazją sprowadziły Iwana na samo dno. Posypał się i jako sportowiec, i jako człowiek. Jego biografia długimi fragmentami przeraża, także dlatego, że przedstawia realia nie tyle piłki nożnej w PRL-u, co raczej problemy na co dzień dotykające większość społeczeństwa tamtego okresu. Nie brakuje tu jednak pozytywnych akcentów. Zarysowywanie charakterystyk kolegów z boiska nie poprzez suche statystyki, ale przytaczanie konkretnych, barwnych wydarzeń niejednokrotnie powoduje wybuch szczerego śmiechu.

„Młynarz” miał zacięcie do kart. Niestety, łatwiej przychodziło mu do nich usiąść, niż później wstać. Początkowo graliśmy tylko w wolnych chwilach, a potem – cały czas.
[...]
Józek nie brał pod uwagę zakończenia partii, dopóki się nie odkuje. Ale z każdym rozdaniem oddalał się od celu. Kiedy następnego dnia znowu nie pojawił się na treningu, przyszedł do naszego pokoju zaniepokojony Piechniczek.
- Józek… – zagadał nieśmiało do swojego pupilka.
- Spierdalaj stąd!!! – wydarł się na całe gardło „Młynarz”, jednoznacznie dając do zrozumienia, że priorytety się trochę zmieniły: poker ważniejszy od piłki nożnej.
Piechniczek uszanował prośbę i spierdol. Bezszelestnie.

Paul Merson - Jak nie być profesjonalnym piłkarzemCzytając biografię Paula Mersona nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż tak oto wyglądać by mogła kariera Andrzeja Iwana, gdyby urodził się on po drugiej stronie muru berlińskiego. Wychowanek Arsenalu – podobnie jak Wiślak – od najmłodszych lubił hazard (w jego przypadku – zakładach bukmacherskich). A jeżeli już coś robił, to poświęcał się temu bez reszty, więc i w piłce, i w opróżnianiu kolejnych kufli piwa, i w ćpaniu nie miał sobie równych. Jak nietrudno się domyślić – te dwa ostatnie „zainteresowania” dość szybko (i wyraźnie) odbiły się na jakości jego gry. Sam tytuł Jak nie być profesjonalnym piłkarzem, doskonale uzupełniony tematami poszczególnych rozdziałów (lekcji): „nie wypijaj piętnastu piw i nie wjeżdżaj samochodem w latarnię”, „nie sraj na balkonie Davida Seamana” czy „nie pozwól Gazzie wprowadzić się do twojego domu”, mówi wiele. Relacje Merse’a z Paulem Gascoignem to zresztą materiał na osobną książkę, udowadniającą, że nie trzeba być intelektualistą, aby zawodowo kopać piłkę.

Urządzaliśmy zawody w piciu, które w przypadku tego typu rywalizacji z Gazzą obejmowały zażywanie tabletek nasennych i popijanie ich czerwonym winem
[...]
Po każdej szklance braliśmy po jednej z tabletek nasennych Gazzy; w tej zabawie liczyła się odporność. Ten, kto najdłużej powstrzymał się od snu, wygrywał i kasował kilka tysięcy funtów, bo oczywiście wcześniej się o to założyliśmy.

Szczeniackie? Zdecydowanie tak! Inna sprawa, że bardzo w stylu Merse’a. Nie można mu jednak odmówić dobrej woli – starał się, próbował, ale… niekoniecznie wychodziło. To zdanie doskonale podsumowuje wszystkich trzech bohaterów.

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

Nie czarujmy się – Kowal. Historia prawdziwa, Spalony i Jak nie być profesjonalnym piłkarzem są książkami dla bardzo konkretnego grona odbiorców. Nie nastawiajcie się jednak na drobiazgowe analizy taktyczne i pomeczowe podsumowania. Futbol stanowi tutaj tło, a wszystko spisano raczej prostym, niewyszukanym językiem. Czyta się je jednak bardzo przyjemnie (w pierwszej kolejności radzę sięgnąć po historię Andrzeja Iwana), przede wszystkim ze względu na tę kilkakrotnie już przywoływaną, charakteryzującą Kowala, Ajwena i Merse’a, szczerość.

biografie Dziś polecamy ksiazki piłka nożna Slider sport

Wasze komentarze

Niezależnie, czy komentujesz jako Gość, czy też korzystając z jednego z dostępnych trybów logowania - Twój adres e-mail nie zostanie upubliczniony bez Twojej zgody.